Stopem przez Polskę – czemu nie!

Stopem przez Polskę – czemu nie!
Pisałam w maju, że dodam wpis dotyczący jednej z autostopowych wypraw. Z powodu intensywnego czasu na studiach – zamieszczam go dopiero teraz.

Od ponad tygodnia po najtrudniejszej dla mnie (zdaaneej :)) sesji mam już wakacje i wreszcie odpoczywam nad morzem. Na chwilę przysiadam i nadrabiam zaległości…Ten kto mnie zna, wie, że kocham podróżować – najlepiej to z przygodami. Bycie w harcerstwie jakoś mnie zahartowało pod tym kątem.

Wszystko miało miejsce w maju w trakcie trwania majówki. Zastanawiałam się, czy jechać. Pierwsze zaliczenia, poprawa ze statystyki. Ale koleżanka mnie wyciągnęła – dzięki Magdęł 🙂

Oczywiście nie odbyło się pierwszego dnia bez przygód. Od samej Warszawy miałyśmy jechać stopem. Jednak po rozmowie z M troszkę zmieniłyśmy plany.

Podróż stopem? Wiadomo zawsze jest ryzyko. Nie wiesz na kogo trafisz. Dlatego najlepiej podróżować we 2, 3 osoby. Samym stopem stopem wyruszyłyśmy spod Rzeszowa prosto do miejsca docelowego 🙂

Początki nie były łatwe, znaleźć odpowiedni karton i —->zacząć machać.

Czasem zatrzymywali się po 2 minutach, a czasami po 40 ;). Powiem szczerze, że po naszej głębszej modlitwie w intencji ludzi, którzy nas bezpiecznie zawiozą do celu – od razu się zatrzymywali.

Ludzie, którzy nas zabierali byli przesympatyczni! Nie pamiętam już wszystkich rozmów, ale większość z nich opowiadało o własnych doświadczeniach jazdy stopem -szczególnie tych po Europie, co nas bardzo zmotywowało do podjęcia dalszych przygód w przyszłości. Również zaciekawiły ich nasze kierunki studiów.

Gdy dojechałyśmy w Bieszczady do miejscowości, gdzie nieopodal miał być nocleg – znowu zmierzałyśmy się z różnymi przeciwnościami. Szlak nagle się urwał, zaczęło się ściemniać, w oddali było słychać (chyba) odgłosy niedźwiedzia, a dwie 22 latki w środku lasu gdzieś w górach muszą wrócić i szukać jakiegoś innego noclegu.

Udało nam się znaleźć nocleg . Pobudka z rana i przemieszczenie się stopemstop do Ustrzyków Górnych – Kochane Bieszczady ❤

#niezapomniane widoki

#zmęczone.ale.szczęśliwe

#spotkanie kleryków z Warszawy !

Powrót – również stopem. Tym razem trasa Ustrzyki Górne – Dolne- Sanok- Radom – Wawa.

Przez 4 h jechałyśmy z przesympatyczną parą. W trakcie rozmowy okazało się, że  byli to świadkowie Jehowi xd xd A ja uczyłam się na Mariologię. #Takaewangelizacja. Nie, nie wyrzucili nas z samochodu.

Z workiem przygód wróciłyśmy do codzienności i mamy co wspominać:)

Kiedy następna taka podróż ? Zobaczymy 🙂

 

 

 

 

 

Reklamy

Hiacynta

Hiacynta

 #oparte.na.faktach

Ileś lat temu pewna 15 – latka przygotowywała się do sakramentu bierzmowania, a co za tym idzie trzeba było wybrać imię. Miało być oryginalne i jedyne w swoim rodzaju. Natomiast bierzmowanie miało być jej ostatnim dniem w kościele..miało być ‚odhaczone’.

Zastanawiała się nad imieniem i zastanawiała… Przez przypadek natrafiła w Internecie na film dotyczący objawień w Fatimie. Głębiej poznała historię pastuszków. Najbardziej  utkwiła jej w pamięci postać najmłodszych z dzieci – Hiacynty.

 Po paru dniach zaczęła mieć pragnienie, by błogosławiona Hiacynta, a od dzisiaj święta Hiacynta Marto była blisko z nią i jej pomagała.

Nadszedł moment bierzmowania – nastolatka coraz poważniej zaczęła podchodzić do tej chwili. Dostała od mamy medalik z…Fatimy.

A bierzmowanie było jej momentem przełomowym w życiu , gdy usłyszała : Hiacynto, przyjmij znamię Ducha świętego..

Cyśka dostała dar radości i pokoju. Dostała nowe życie.   Po bierzmowaniu zaczęła się jej przygoda z Panem Bogiem, która trwa do dziś.

Parę lat później w wigilię kanonizacji Hiacynty ..Cysia  dostała pytanie na zaliczeniu na temat Objawień Maryjnych…

Święta Hiacynto i Franciszku Marto – wstawiajcie sie za nami !

Wielkopostnie… oczami studenta.

Wielkopostnie… oczami studenta.

Trudno w to uwierzyć, jak ten czas szybko  leci, za nami już prawie półmetek Wielkiego Postu :oo Zanim się obejrzysz, będzie Wielkanoc, sesja letnia, wakacje..rok po ŚD e-emie…kosciollyyyyy

U mnie nastąpił czas posesyjnego chorowania, więc trochę zwolniłam i jest w końcu czas, żeby tu dosłownie na chwilkę  przysiąść.
<Wielki.Post>
Wielki Post jest czasem, który zazwyczaj rozpoczynamy postanowieniami.
Taaak… właśnie postanowieniami.

#Postanowienia

Nie będę jadła czekolady, nie będę korzystała z fb, nie będę robiła tego i tego, będę chodził na Drogę krzyżową, będę dbał o relacje – przysłuchuję się różnym rozmowom.

Ostatnio będąc w zaprzyjaźnionym duszpasterstwie akademickim, natknęłam się na tzw. zdrapki wielkopostne. Pomysł na pewno oryginalny, zachęcający nas młodych do podjęcia jakiegokolwiek ,, wielkopostnego wyzwania”, do pracy nad sobą. Lubimy coraz to nowe gadżety, rekolekcje internetowe…
Nie wiem, czy słyszeliście o tzw. liturgii stacyjnej, która swoimi korzeniami sięga Iv wieku. Jeśli przechodziłeś formacje oazową na pewną zetknąłeś się z tym terminem. Więcej na jej temat możecie przeczytać m.in. w tym artykule http://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/z-zycia-kosciola/art,24996,warszawa-wielkopostne-koscioly-stacyjne.html
Jeśli mieszkasz w Warszawie, Poznaniu, Łodzi, Lublinie, Krakowie, bądź w Rzymie, to w czasie Wielkiego Postu masz okazję zatrzymać się w zgiełku codzienności na modlitwie w poszczególnym kościele,  a także mieć możliwość spowiedzi, adoracji, uczestniczenia w nabożeństwie Drogi krzyżowej. Reakcja mojej koleżanki – wow.wow.. Droga Krzyżowa nie w piątek???

Moim postanowieniem Wielkopostnym miała być właśnie taka forma  pielgrzymowania po Warszawie. Wbrew pozorom, patrząc na ilość mojego wolnego czasu w ciągu dnia – nie jest to takie proste do zrealizowania 🙂 . Oczywiście wszystko zależy od chęci i możliwości dojazdowych, jeśli dany kościół stacyjny znajduje się w pobliżu Twojego miejsca zamieszkania, bądź pracy, to tym bardziej..naprawdę – warto 🙂

 W Warszawie od dnia wczorajszego wygląda to mniej więcej tak. mapka

Jeśli możliwości i czas pozwolą, będę starała się opisywać moje doświadczenia pielgrzymowania szlakiem warszawskich kościołów stacyjnych II połowy Wielkiego Postu.  Na pewno nie będą to wszystkie kościoły . Ale coś na pewno się pojawi 🙂 . Zapraszam do wspólnego przeżywania Wielkiego Postu w takiej o to formie.

Czas Miłosierdzia

Czas Miłosierdzia

Od Światowych Dni Młodzieży minęło trochę dni, ciągle jest tęsknota za tym błogosławionym czasem, za tymi ludźmi w których krótko mówiąc – było widać i czuć namacalną obecność tej największej Miłości.

Tego co się tam działo na pewno nie da się dosłownie opisać, to już jest w naszych sercach i  pozostanie w nich na zawsze, ale chciałam podzielić się paroma doświadczeniami.

Z początku nie chciałam jechać na ŚDM, broniłam się jak tylko mogłam :że coś się tam stanie…był wewnętrzny lęk. Pomyślałam sobie.. CHWILA..MOMENT -od kogo pochodzi lęk? ?

Noo.. od kogo ?

Do ostatniej chwili zastanawiałam się, czy komuś nie odsprzedać biletu.

Ale…ale.ale.. przypomniałam sobie dni w diecezjach. Te wszystkie rozmowy z rówieśnikami z różnych zakątków świata ich postawę i żywą wiarę, które uświadomiły mi, że Jezus cały czas żyje – żyje pośród nas.

Mocnym momentem w Tygodniu Misyjnym było przejście przez Bramę Miłosierdzia do Sanktuarium  i osobiste błogosławieństwo  Najświętszym Sakramentem przez kustosza tej że parafii.

To był ten moment, kiedy stajesz z Nim << twarzą – w twarz>>, kiedy nie musisz udawać, kiedy On Ci błogosławi, błogosławi całe Twoje życie, kiedy możesz się wtulić w Jego ramiona i odpocząć.

Wtedy pomyślałam sobie – nie mogę nie jechać do Krakowa! Tam czeka na mnie żywy Chrystus!.

Więc pojechałam. Oczywiście nie było łatwo, ale kto mówił, że będzie.:). Zbiórka o 3 w nocy, nasz nocleg nie był zbyt blisko Krakowa.

Bywało i tak, że nie zawsze wszyscy się mieścili do pociągu, czasem po całym dniu zastanawiałam się.. Panie Boże – dlaczego? Dlaczego mam wracać na ten nocleg, ten pociąg będzie cały zatłoczony  i jeszcze droga na pole namiotowe… może lepiej zostanę w Krakowie.

Trzeba było się spiąć i mimo zmęczenia jechać.  Okazało się, że na nasze pole namiotowe można było się dostać  również autobusem, ale wiadomo -weź się tam dostań, jak jest tyle ludzi.

Koleżankom się udało..a ja stwierdziłam..dobra ide! Boje się, ale ide !

Wiedziałam, że nie mam już zwyczajnie siły, było grubo po północy, latarka się psuła..wszędzie morze błota.. a buty nie nadawały  sie już do chodzenia.. Po czym uświadomiłam sobie, że te trasę mogę ofiarować w czyjejś intencji, taka ekstremalna Droga Krzyżowa – wyluzuj i idź, to jest prawdziwy czas łaski -mimo wszystko idź !  🙂

#Moc.w.słabości.się.doskonali.

Kolejnego dnia wcale nie było łatwiej..gdyż w sobotę opuściliśmy naszą miejscowość..znowu trzeba było pokonać trasę i pociągiem do Krakowa.  Udało nam się znaleźć miejsce siedzące..to był prawdziwy cud.. a następnie kolejna przesiadka i …do Brzegów.

Czułam się jak na międzynarodowej pielgrzymce ..te setki..tysiące..miliony flag..zmierzające  w jednym kierunku. Widok na całe życie.

Następnie czuwanie..mocne słowo papieża i miliony świeczek przy zachodzącym słońcu..niesamowite ! A potem wspólne rozmowy, tańce i ”szlajanie się” po campusie.

Aż trudno mi w to uwierzyć ilu spotkałam znajomych.., mimo tak wielu osób.

#Posłanie

Niedziela najbardziej mi pozostanie w pamięci..Eucharystia .Mocne i piękne słowa Franciszka.. . a także bardzo głębokie i poruszające rozmowy z innymi ludźmi.. o wierze, o przyszłości, powołaniu..

Najbardziej mnie poruszyła spontaniczność tych ludzi..chcących się wymienić flagami, czy innymi rzeczami.. można się od nich wiele nauczyć.  Więc parę moich rzeczy powędrowało do Meksyku, czy USA. 😉

Potem powrót..który naprawdę..nauczył pokory, postawił do pionu i uświadomił, żeby nieustannie uwielbiać.

Z campusu wyszłyśmy dość późno..jeszcze chciałyśmy zostać..ale nagle zerwała się potężna zawierucha ..tysiące śmieci zaczęło fruwać w powietrzu..  jakby dosłownie deszcz śmieci.

Poszłyśmy za tłumem. Kamienie.kamienie,kamienie. Czasem się zastanawiałam..awgr..kto układał te drogę do sektorów..ale.. idziemy.:)

Później, to wiadomo co było 😉 Teraz widzę, że Pan Bóg nam dosłownie  błogosławił. W chwili, gdy zerwała się potężna ulewa byłyśmy niedaleko mostu. Różne burze i ulewy przeżywało się na obozach harcerskich..ale tego nie dało się opisać, w pewnym momencie myślałam, że ten wiatr z deszczem nas po prostu zmiecie ii..i była decyzja..idziemy dalej..mimo wszystko! .  Ludzie  zaczęli śpiewać, żeby jakoś przetrwać ten czas. To była prawdziwa łaska, że udało nam się potem dotrzeć na dworzec. Koleżanka przypominała nam słowa Franciszka : Zamieńcie kanapę na buty wyczynowe...Jezus Was poprowadzi . Dziękuję Natalka !

Wydaje mi się, że ten deszcz był po prostu deszczem Bożych łask..deszczem oczyszczenia nas jeszcze z tych brudów, które gdzieś się skrywają.

Mimo przeziębienia po śdeemie i znaku zapytania, czy iść na pielgrzymkę  czuje ogromną radość, radość z tego czasu..z tego błogosławionego czasu i przemiany wielu młodych serc. A ten czas niech trwa jak najdłużej 🙂

 

#Zamieńcie.kanape.na.buty.wyczynowe. 😉

 

 

Jeśli dotrwałeś do końca..to jesteś naprawdę meeega 😉

 

 

śdm2śdm6

śdm3

 

 

 

 

 

 

 

 

ołk

śdm5

 

 

 

 

MIał być zwyczajny..nudny wieczór.. #nowa #przyjaźń

MIał być zwyczajny..nudny wieczór.. #nowa #przyjaźń

Wszystko działo się dzisiaj. Szary..monotonny dzień..ciężko się zabrać za naukę.

Miałam dzisiaj jechać na dodatkowe zajęcia..ale nigdy tak się nie zniechęcałam, a że po co…po co mam jechać..jednak pojechałam..

Po zajęciach kolega spytał się, czy mam wolny wieczór..  W głowie od razu..nauka włoskiego, książki, książki, książki…ale chyba warto w końcu z tym przystopować.

Okazało się, że jedzie na spotkanie pewnej wspólnoty, pomagającej ludziom bezdomnym…jej dość nietypowa nazwa..nic mi nie mówiła..

Szczerze mówiąc na początku trochę się zniechęciłam..  Często mijam kolejki bezdomnych..czekających w kolejce do jadłodajni..gdyż należę do oazy kapucyńskiej.. zawsze traktowałam, to wszystko z pewnym dystansem..bezdomny = się gorszy..jakiś trędowaty.

A może jednak nie?

Ten wieczór wszystko zmienił.  Miałam dosłownie minutę do zastanowienia się, czy jadę na spotkanie tej wspólnoty..zobaczyć, jak tam jest, czy wracam do domu.. zaryzykowałam.

Chociaż cały czas miałam jakiś dystans..że może zobaczę, jak jest i szybko wrócę do domu.

Kiedy przed Tobą stoi niemal setka ludzi bezdomnych..czekających na posiłek..takich zagubionych i bezradnych. i kiedy na ich twarzach zagości uśmiech.można naprawdę doświadczyć w swoim sercu czegoś  niezwykłego.. w końcu po jakimś czasie okazuję się, że chwila…to są normalni ludzie…wykształceni..mający niesamowitą historię życia.

Kiedy już chciałam stamtąd uciec.. stanął obok mnie pewien mężczyzna.. Zainteresowała go moja torba z napisem specjalności, którą studiuję.  Pomyślałam..może w końcu zagadam.. i tak się wszystko zaczęło..

Bardzo się zainteresował moimi studiami..pytał o kraje biblijne..że jak to możliwe ..studiować teologię i turystykę w jednym.. po prostu  w tym panu było tyle ciepła, swobody  i prawdziwej miłości.

Potem przedstawił mi swoich znajomych..był tam pewien młody chłopak..pochodzi z zagranicy… był tak uderzająco podobny do Pana Jezusa przedstawianego w filmach.. w życiu mi sie tak dobrze z nikim nie rozmawiało.

Nie mam wątpliwości, że właśnie poprzez takie spontaniczne sytuacje działa Chrystus. i chwała Mu za to.:) turystykaa

Niedzielna Ewangelia- 33 Nd zwykła

Niedzielna Ewangelia- 33 Nd zwykła

Zastanawiałam się o czym napisać… czasu coraz mniej..życie nauką i nauką..różnymi codziennymi obowiązkami , problemami, które tak naprawdę stały się w pewnym sensie zniewoleniem i przyćmiły obraz Pana Boga…A Pan Bóg jest spychany coraz bardziej… i bardziej  na dalszy plan..

Czy Ci to nie przypomina czyjegoś życia?nieeeboooo

Ostatnio na oazie rozważaliśmy tekst z Ewangelii  na najbliższą niedzielę.( MK 13, 24-32)

Powiem szczerze, że na początku strasznie się męczyłam czytając ten tekst..jakby w ogóle do mnie nie docierał,  nic nie rozumiałam z tych słów..takie nieznaczące Słowo.. tak samo, jak robienie Namiotów Spotkania..aj , a po co..zostawię je sobie na wieczór, albo w ogóle nie zrobię… sprawy przyziemne są najważniejsze, a Pan Bóg, to generalnie zrobił sobie urlop i zniknął na jakiś czas i nie warto się starać o relacje z Nim.tak jest .lepiej..wygodniej..

Hejt za hejtem…

A może lepiej nie?

Każdy może to Słowo Boże zinterpretować na własny sposób…każdego uderzy ten, czy inny fragment.

Mnie..po raz kolejny, jak je czytam..trochę ogarnęło.. tak w dosłowny sposób..dało kopa..

Nawet nie to, że dzień ostateczny może nadejść w każdej chwili..tylko że w tym fragmencie można dostrzec..także swoje codziennie życie..a Syn Człowieczy chce do niego wejść..

Generalnie jest nadzieja! Tylko..co ja z tym zrobię..?.

Dlatego.. może nie warto zostawiać Pana Boga i relacji z Nim „na później”? Warto walczyć o wieczność, która..nie wiadomo kiedy dla nas nadejdzie..

„Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą”

#nadzieja #na #maksa!!!

Pax!